Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parenting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parenting. Pokaż wszystkie posty

Zasada dwóch minut - czyli jak oszczędzać czas.

Zasada dwóch minut - czyli jak oszczędzać czas.

Cały czas uczę się organizacji i nadal ona niestety u mnie kuleje. Ciągle rzeczy do zrobienia jestem zmuszona odłożyć na później, bo jest coś ważniejszego w danej chwili. Tak niestety jest przy małych dzieciach. Cóż, gdy dorosną to będzie tego czasu coraz więcej i będzie łatwiej planować, a więc muszę po prostu przeczekać.
Są jednak rzeczy, których nie odkładam nigdy na później, a przynajmniej bardzo się staram. Zrobienie ich od razu pozwala mi zaoszczędzić czas. Wszystko to, czego zrobienie zajmuje mi poniżej dwóch minut wykonuję niemalże natychmiastowo. Nie odkładam tego, bo później musiałabym znałeś czas na wykonanie takich rzeczy, a w ciągu dnia zbiera się tego trochę.  Tak, więc naczynia wkładam do zmywarki po skończonym posiłku. Garnki i patelnie myje zaraz po użyciu, inaczej brud na nich zaschnie i umycie zajmuje znacznie więcej czasu. Listy od razu po otwarciu skrzynki segreguje, nie leżą one wtedy na półce w przedpokoju i nie błagają o przeczytanie. Każda rzecz staram się odłożyć na miejsce, lub wyrzucić, jeśli nie będzie mi już potrzebna.
Na maile i inne wiadomości również odpisuje, lub przenoszę je do kosza, aby nie zaśmiecały mojej skrzynki pocztowej.
Zasada dwóch minut to zapewne już oklepany temat jednakże, czym coś jest bardziej oczywiste tym jest niestety też bardziej oklepane i olewane przez nas.
Odkąd zaczęłam się stosować do tej metody moja organizacja znacznie się polepszyła i mam znacznie mniej spraw do załatwienia. Tak, więc nie odkładam telefonu na później tylko dzwonię i wszystkie inne sprawy, które są szybkie w realizacji wykonuję w momencie jak przyjdą mi do głowy.

Zasada dwóch minut w praktyce:
- Myj naczynia od razu po jedzeniu.
- Odpisuj na maile i smsy zaraz po przeczytaniu.
- Wykonaj potrzebne szybkie telefony.
- Odkładaj rzeczy na miejsce.
- Wynoś śmieci na bieżąco, najlepiej przy okazji wyjścia z domu.
- Uporządkuj biurko zaraz po skończonej pracy.
- Zrób zalegający przelew.
- Codziennie sprzątaj pulpit i folder pobrane.
- Umyj buty, jeśli będziesz się gdzieś spieszyć to nie zdążysz tego zrobić, dlatego najlepiej wyczyścić buty zaraz po powrocie do domu.
- guzik wymaga przyszycia - ile takich bluzek zalega w Twojej szafie ? Przyznam się bez bólu, że w mojej sporo i ciągle są niezakładane, ponieważ brak czasu na przyszycie guzika. A jakby to zrobić przed wrzuceniem do prania?

A jak jest u Was? Jakie rzeczy zostawiacie ciągle na nieosiągalne później? A może już stosujecie zasadę dwóch minut? Pamiętajcie to może być również zasada 3 lub 5 minut, tylko bez przesady.
A kiedy nie stosować powyższej reguły? Jeśli np. pracujemy nad jakimś projektem lub piszemy post na bloga i skończy nam się herbata - nie odchodzimy żeby umyć kubek, zrobimy to po skończonej pracy. Oderwanie od pracy i ponowna koncentracja na niej zajęłaby nam dużo więcej niż dwie minuty, które wykorzystaliśmy na umycie kubka. 




“Zadbaj o minuty, a godziny same się o siebie zatroszczą.”

 Lord Chesterfield



Rybka - praca plastyczna.

Rybka - praca plastyczna.

Ostatnio mamy mało czasu na zabawy i prace plastyczne. Malowanie farbami odeszło do lamusa. Mała zdecydowanie woli skakać na trampolinie, zjeżdżać na zjeżdżalni i huśtać się na huśtawce. Pogoda dopisuje, więc trzeba z niej korzystać. 
Udało nam się jednak stworzyć rybkę. 

 Rybka - praca plastyczna.

Do zrobienia rybki potrzeba:
  • farbki, pędzelek oraz wodę,
  • klej,
  • folię aluminiową,
  • woreczek,
  • kartkę papieru w kolorze niebieskim (nam akurat zabrakło)
  • kartkę papieru w kolorze białym,
  • monetę.
Na kartce malujemy rybkę. Z folii aluminiowej wycinamy małe kwadraciki. Za pomocą monety nadajemy kształt kawałeczkom foli. Rybkę malujemy na wybrany kolor farbkami. Następnie wcześniej przygotowane krążki z foli przyklejamy na rybkę. Na niebieską kartkę przyklejamy woreczek - imitacja delikatnych fal. Rybkę wycinamy i również naklejamy na niebieską kartkę.

Zobaczcie również jak zrobić obrazek z piasku. 


Jestem fatalna matka.

Przyszedł wreszcie czas, aby się do tego przyznać publicznie.  Żadna ze mnie mama idealna. Nie znam się na tych wszystkich internetowych sprawach matek polek 21 wieku. Jeśli chodzi o wychowanie dzieci to jestem strasznie zacofana. Na pupę stosuje mąkę ziemniaczaną,  kompie dzieci w krochmalu,  na ząbkowanie serwuje małemu piątkę z chleba i wiecie co? Nawet dietę rozszerzałam nie wtedy kiedy internety każą. Jestem beznadziejna matka, której najzwyczajniej nie chce się czytać tego wszystkiego o wychowaniu i pielęgnacji dzieci. Łatwiej przecież lekarza zapytać. Wyłoży kawę na ławę i nie będę musiała spędzać całych dni w internatach w poszukiwaniu złotego środka.

W celu promowania swojego bloga, w poszukiwaniu tematów na posty przemierzam fora internetowe, zapisałam się do wielu maminych grup na Facebooku i przeżyłam szok. Wiele mam poszukuje metody na chorobę swojego dziecka właśnie tam. Kto lepiej doradzi jak nie inna mama? Przecież nikt nie zna się lepiej na dzieciach jak mama, najlepiej jeszcze taka bezdzietna. Tak, tak matka bez dzieci zawsze wie najlepiej.

Korzystanie z usług doktora Facebooka to swoista wygoda. Przyjmuje 24h/dobę siedem dni w tygodniu. Nie bierze wolnego, nie potrzebuje przerwy na kawę. Jest w stanie wyleczyć zdalnie, nie trzeba czekać w kolejce do przychodni, wychodzić z domu z chorym dzieckiem. Cóż za udogodnienie, lekarz idealny. A i diagnozę można sobie wybrać, bo przecież jest ich tyle ile mam komentujących dany post.

Ostatnio wychodzą nam ząbki, małymi kroczkami się zbliżają. Mamy więc fazę "mamusia i tylko mamusia", nosimy, przytulamy, śpimy po 30 minut i to też jeśli mama jest obok. Ciężko mi cokolwiek zrobić. Stąd też moja przerwa  pisaniu, mam nadzieję, że jakoś mi się uda wrócić do systematyczności w pracy nad blogiem. Jednakże przede wszystkim jestem mamą.

Kartka z kalendarza zwykłej Matki - takiej jak ja :)

Kartka z kalendarza zwykłej Matki - takiej jak ja :)

"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga www.mama-dwojki.pl. Powstała ona, po tym jak przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl <-- tutaj przeczytasz post, od którego wszystko się zaczęło. Ten wpis stał się dla niej inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega się go przez pryzmat powiedzenia " Leżę i pachnę".


Moja kartka z kalendarza.


Mój dzień zaczyna się o godzinie.... właściwie, to odkąd znów jestem matką karmiącą to nie wiem o której się zaczyna i o której kończy.... 

W sumie to czasem nie wiem ile spałam i czy spałam...  Wiecie, że maluszek coraz więcej je w nocy, zamiast coraz mniej i to podobno całkiem normalne zachowanie....

0:30 pierwsza pobudka, uffff pampers pachnie w miarę normalnie. Biorę małego do nas do łóżka i karmię, w sumie to włączam tryb samoobsługi i śpię dalej.
2:00 przyszła Karolina, ona też to już robi automatycznie, nie patrząc na nic pakuje się do naszego łóżka. I takim sposobem miejsca dla mnie w nim brak. Przechodzę do pokoju córki, może uda mi się jeszcze trochę pospać, może tak do rana .... 
3:30 "Szymek płacze, gdzie on jest? Eh noo tak przecież nie śpię 
w sypialni." Idę po niego, trzeba niestety przebrać pampersa, więc zmierzamy do łazienki. Udało się jestem w łóżku u małej w pokoju, włączam tryb samoobsługi i śpię dalej...
Gra radio idę wiec sprawdzić 5:00 noo tak zaspał, budzę męża i idę mu zrobić śniadanie i kawę. Ostatnio postanowiłam wstawać wcześniej i popracować na blogu, bo w dzień czasem nie ma kiedy, a jak sobie zaplanuję dzień na blogowanie to zawsze coś wypadnie. Naciskam więc guzik i robię drugą kawę dla siebie. Myję zęby, wbijam się w dres. Łyk kawy i odpalam komputer... Zabieram się za pisanie...
5:43 Mały się wierci, biegnę więc po schodach do góry, wkładam smoczek do buzi i wracam do swoich zajęć.
7:00 Czas obudzić Karolę do przedszkola. Po umyciu zębów zaczyna się dyskusja: "tej bluzki nie chcę", "daj mi spodnie a nie spódnice". Czy Wasze dzieci też są takie wybredne?
7:20 Uff ubrała się. Wchodzimy do łazienki, czas się uczesać. Chce warkocz, to rozczesuję włosy i zaczynam zaplatanie, nie mija sekunda słyszę "skończyłaś już?, ale co tak długo? chce już iść" W wielkim trudzie dobiegam do końca, trochę to krzywe, ale cóż.... Schodzimy na dół, wyciągamy serek z lodówki (taki do kieszonki) i ubieram małą, którą do przedszkola zawozi moja mama.
7:50 Mam chwilę, mogę zjeść śniadanie. Szykuję je więc, włączam kolejną kawę. Siadam do stołu, już chcę gryźć kanapkę, a tu.... płacz.
8:15 Szymonek już umyty, przebrany, schodzimy na dół i mamy małą przerwę na karmienie.
8:30 Juppi mogę dokończyć śniadanie, co tam, że kawa już zimna, a kanapki troszkę zeschnięte.
9:00 Ogarniam kuchnię i zagotowuję wodę na kaszkę.
9:30 Jeszcze z głową pełną planów i energią do działania robię kaszkę. Walczę z Szymonem o to kto trzyma łyżeczkę i próbuję go nakarmić.
10:00 Uff udało się, jeszcze tylko umyć i przebrać małego oraz ogarnąć otoczenie, które ucierpiało na skutek kontaktu z kaszką.
10:30 Całe szczęście Szymonek do spania potrzebuje tylko pieluchę 
i smoka.
10:35 Nooo właśnie smoka. No to zaczynamy ciągłe przysiady. Włączam komputer z nadzieją, że skończę post, pokomentuje etc.... kręci się - idę włożyć smoczek do buzi ---> siadam przed komputerem ----> idę włożyć smoczek do buzi -----> i tak do skutku do póki mały nie zaśnie
11:00 I tutaj zaczyna się moja cisza i spokój, mogę się położyć 
i dosłownie nic nie robić... Mogę? Chyba jednak nie.... Zaczynam więc wykonywać wszystkie zwykłe czynności, jakie każda matka, kobieta, pani domu wykonywać musi. Zaczynam od prania.... Brudy zanoszę do pralni, włączam pralkę, wracam z czystymi, układam w szafkach, ogarniam pokoje, łazienkę.... Biorę się za gotowanie obiadu... Gotuję dla nas i dla małego..... Tak wiem mam szczęście, drzemka małego jest naprawdę długa :)
13:30 Wstaje Szymon, zmiana pampersa i znów możemy się poprzytulać
14:00 Kończę przygotowanie obiadu, ogarniam kuchnię. Mały w tym czasie leży na macie edukacyjnej... Leży? Nie on już coraz częściej nie leży, obraca się, próbuje przesuwać - czasem mu się to udaje i nagle znajduję do na ziemi, a zostawiłam na dużej macie!
14:45 Wraca pozostała część rodziny. Jemy wspólnie obiad, tzn. my jemy, Karola udaje, że je albo próbuje wymusić coś innego na talerzu.
15:00 Obiadek je Szymonek, karmi go Pan P. lub ja, a Pan P. ogarnia kuchnię.
15:15 To zazwyczaj czas na rodzinny spacer.... Wyciągamy wózek 
i rowerek wyruszamy....
  • mamo popchaj mnie
  • mamo ale ja nie umiem jechać, musisz mnie trzymać.
To cisnę ten rower po wszystkich wertepach. Udało się mamy w miarę równą drogę, Karola jedzie sama, a ja? Spaceruję sobie spokojnie odpoczywając - jakie to by było piękne, niestety ale rozpoczynam sprint za nią.... Droga powrotna - zamiana dziećmi z mężem i tutaj faktycznie odpoczywam pchając wózek :)
16:30 Wracamy do domu. Mąż robi kawę, a ja karmę Szymonka 
 i przygotowujemy podwieczorek.

17:30 Ćwiczę z małym.
18:00 Czas na kolację - oczywiście tym zajmuje się Pan P., a ja mogę się pobawić, pograć i robić wszystkie inne rzeczy, które nasze kochane dzieciątka w tym momencie chcą.
19:00 Rozpoczynamy sesję kąpielową.
19:30 Tutaj znów zaczyna się ciągłe wędrowanie, od pokoju małej do naszej sypialni. Temu daj smoczek, tej poczytaj z przerwą na smoczek, wróć do czytania, znów smoczek... Udało się mały śpi... Czytam drugą bajkę, czytam trzecią bajkę... poddaję się włączam bajki samograjki na YouTube i idę wziąć kąpiel.
21:00 Dzieci śpią juppi! Schodzę na dół, jeśli jeszcze pamiętacie, że rano sprzątałam, to mój salon już o tym nie pamięta, kuchnia też zapomniała. Cóż, ładuję wszystkie naczynia do zmywarki.... Zapala mi się lampka - w pralce przecież czeka na mnie pranie do rozwieszenia, idę więc do pralni.
22:00 Wreszcie mogę odpocząć! Włączam laptop, komentuję blogi, odpowiadam na wiadomości i robię wszystko to na co nie miałam czasu wcześniej.

Tak wygląda mój zwykły luźny dzień, kiedy mały nie jest zmierzły  z powodu kolek, wyrzynających ząbków - chyba się zaczyna. Kiedy mała nie jest chora i spędza dzień do południa w przedszkolu, kiedy nie musimy jechać na rehabilitację. Opisałam więc zwykł nudny dzień, bez żadnych ekscesów :) 

Aneta wraz z Beatą postanowiły zaprosić do akcji , kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją " kartkę z kalendarza". Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji:


Zajrzyj do nich i sprawdź jak wygląda ich dzień :)


Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych "kartek w kalendarza". Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni 

w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty 
i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko    😉  Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.



Jak zrobić kolorowy ryż?

Jak zrobić kolorowy ryż?

Kolorowy ryż może być podstawą do wielu ciekawych zabaw sensorycznych, oraz prac plastycznych. Zabawy z ryżem dostarczają dzieciom wielu bodźców stymulujących, pobudzają wrażliwość zmysłową. Układanie wzorów z ryżu pobudza wyobraźnię, kreatywność i sprawność manualną.  Kolorowy ryż jest znacznie atrakcyjniejszą zabawką dla dziecka, niż zwykły biały. Dodatkowo umieszczony w szklanej butelce lub na podstawce z świecami może posłużyć jako element dekoracyjny.

Jak pofarbować ryż?

Aby stworzyć kolorowy ryż potrzebujemy wodę, bibułę oraz oczywiście ryż. 



Bibułę rwiemy na małe kawałeczki, zalewamy gorącą wodą. Po chwili wyciągamy z pofarbowanej wody bibułę i wsypujemy do niej ryż. 


Odczekujemy 15 minut. Po tym czasie odcedzamy ryż i układamy na ręcznikach papierowych do wyschnięcia. 


Kolorowy ryż najlepiej przygotować wieczorem aby wysechł przez noc.


Jak wykorzystać kolorowy ryż:

  • w pracach plastycznych
  • przesypywanie
  • układanie kolorowych wzorów
  • można stworzyć butelkę z różnokolorowym ryżem
  • mieszanie i łączenie kolorów
  • chodzenie po ryżu bosą stopą. 

Ryż można również pofarbować za pomocą barwników do jajek.

Placki z kaszy jaglanej na słodko.

Placki z kaszy jaglanej na słodko.
placki z kaszy jaglanej, placuszki z kaszy jaglanej i jabłka, placki z kaszy jaglanej na słodko, placuszki z kaszy jaglanej dla dzieci, racuchy z kaszy jaglanej

Wszelkiego rodzaju placki, naleśniki i kluski na słodko to chyba ulubione dania mojego małego niejadka. Nad talerzem kaszy nie ważne jak podanej zawsze grymasi. Stąd też pomysł aby przemycić kaszę jaglaną właśnie w tych plackach.

Placki z kaszy jaglanej składniki:

  • 3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 1 1/2  szklanki mleka
  • 1 szklanka mąki
  • 1/2  łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 2 jabłka
  • łyżeczka miodu 

Placki z kaszy jaglanej sposób przygotowania:

1. Kaszę jaglaną ugotować jak zwykle i zostawić do przestudzenia.
2. Do kaszy wlać mleko i zblendować całość na gładką masę.
3. Dodać pozostałe składniki, oprócz jabłka i zmiksować.
4. Jabłko zetrzeć na tarce i wymieszać wraz z ciastem.
5. Smażyć małe placuszki. Ciasto jest bardzo delikatne więc należy dobrze przesmażyć je z jednej strony przed przewróceniem. Gdyby ciasto było zbyt rzadkie należy dodać trochę mąki. 


placki z kaszy jaglanej, placuszki z kaszy jaglanej i jabłka, placki z kaszy jaglanej na słodko, placuszki z kaszy jaglanej dla dzieci, racuchy z kaszy jaglanej


Polecam Wam również mój przepis na pierogi leniwe z serem.


Zajęcia dodatkowe dla malucha.

Zajęcia dodatkowe dla malucha.

Temat zajęć dodatkowych jest ostatnio w naszym domu ciągle na tapecie.  Karolinkę coraz więcej rzeczy interesuje, najchętniej to uczestniczyłaby w każdych możliwych zajęciach, jakie są w organizowane w przedszkolu oraz u nas w okolicy. Jednakże nie chciałabym wychowywać zmęczonego przedszkolaka. Nadmiar zajęć męczy nie czarujmy się. Przedszkole do 15, później balet, tańce, rytmika, basen, angielki. Możliwości jest wiele... Jednakże, co za dużo to nie zdrowo. Dziecko ma mieć przede wszystkim możliwość na odpoczynek. Wstając codziennie rano i wracając późnymi popołudniami do domu nie ma zwyczajnie na to czasu. Podobno dzieci obciążone zbyt dużą ilością zajęć będą w przyszłości bardziej narażone na wypalenie zawodowe. One nie zaczną pracować, a już będą przemęczone pracą i ilością zajęć.
 Nie mówię, że zajęcia dodatkowe są złe, uważam wręcz przeciwnie, jednakże w wszystkim powinno się znaleźć jakiś umiar, wypośrodkowanie. Dlatego też nie zapiszę mojej córki na wszystkie zajęcia, gdzie chodzą jej koleżanki. U nas problem polega na tym, że jedna dziewczynka chodzi na rytmikę to Karola też chce, druga na basen to mała też by się zapisała. Chętnie uczestniczyłaby w wszystkich zajęciach, na które chodzi, chociaż jedna koleżanka.  Tak, więc trudne zadanie w wyborze zajęć dodatkowych dla córki stało się moim wyzwaniem.  Po burzliwych dyskusjach postanowiliśmy poszukać zajęć z języka angielskiego oraz zapisaliśmy małą na balet. Na balet uczęszczają dziewczynki od nas z miejscowości i zajęcia są organizowane, co tydzień w sobotę. Wielką zalet jest to, iż nie będziemy musieli nigdzie jeździć. Drugi plus to taki, że Karola wreszcie pozna koleżanki, z którymi będzie miała iść do szkoły. Do przedszkola chodzi gdzie indziej, wiec więzy przyjaźni od przeprowadzenia się tutaj jeszcze z nikim nie nawiązała. Myślę, że łatwiej jej będzie zmienić środowisko, jak już pozna dziewczynki wcześniej.

Angielski to tak naprawdę maż zdecydował, bo języki są ważne i należy się ich uczyć od najmłodszych lat. W przedszkolu angielki dzieciaki mają, uczą się już trzeci rok, ale jakoś efektów tej nauki nie widzimy. Z opowieści Karolinki to oni głównie kolorują - ja też bym mogła dzieci w przedszkolu w takim razie uczyć nawet japońskiego!  Z troską o umiejętności lingwistyczne postanowiliśmy poszukać ciekawych zajęć języka angielskiego dla naszej pięciolatki.  Ciekawe, czyli jakie? Zdecydowanie dzieci powinny się uczyć poprzez zabawę. Jest wiele ciekawych form prowadzenia zajęć i szkół, które fajnie podchodzą do tematu. Jedną taką szkołą jest Baby English Center. Zajęcia tutaj są prowadzone w formie zabawy, w sposób ciekawy, niekonwencjonalny. Ciekawe są również pomoce dydaktyczne, z jakich korzysta się na zajęciach oprócz tych tradycyjnych nauczyciele korzystają z konsoli, komputera oraz telewizora. Tak, więc na miarę XXI wieku.  Zajęcia są zawsze prowadzone w formie zabawy, a dzieciaki nie mają czasu na nudę. Dzisiaj dzieciaków trudno zainteresować kolejnymi kartami pracy do wypełniania – tego to oni mają mnóstwo w przedszkolu, później w szkole. Tak, więc myślę, że zajęcia oferowane przez szkołę nauki języków obcych Baby English Center są wręcz idealne dla ciekawych świata maluchów.  
Czym Wy kierujecie się wybierając zajęcie dla Waszych pociech?

Zabawy z kolorem czarnym - projekt kolory spoza tęczy

Zabawy z kolorem czarnym - projekt kolory spoza tęczy
Kolor czarny zostawiłam sobie na sam koniec, przez cały okres trwania projektu nie miałam na niego tak naprawdę pomysłu. Tak więc wczoraj bawiąc się, wymyślałyśmy co można zrobić w kolorze czarnym. Wyszła nam zabawa przednia zabawa na cały wieczór.

Kalendarz adwentowy DIY

Kalendarz adwentowy DIY
kalendarz adwentowy dla dzieci

Wyprawka dla noworodka lista zakupów.

Wyprawka dla noworodka lista zakupów.
Wyprawka dla noworodka lista zakupów, Pani domowa

Jesteś najlepsza dla Twojego dziecka !

Jesteś najlepsza dla Twojego dziecka !

Copyright © 2016 Pani Domowa , Blogger